Liście szeleszczą, pies węszy pod dębem i nagle słyszę chrupnięcie. Zanim zdążę zareagować, znalezisko znika w pysku. Znam to z każdej jesieni, więc mam gotowy plan: rozpoznaję, co pies zjadł, zapisuję godzinę, obserwuję objawy przez dwie doby i od razu dzwonię do weterynarza.
Czego potrzebujesz, zanim wyjdziesz do parku
Wrzesień i październik to czas, w którym aleje i parki pokrywają się żołędziami i kasztanami. Dla psa to nowa, ciekawie pachnąca rzecz do wzięcia w pysk. Dla opiekuna to sezon jednego z najczęstszych pytań do weterynarza. Dlatego przed spacerem przygotowuję kilka prostych rzeczy.
- Numer telefonu do lecznicy zapisany w telefonie, najlepiej także do takiej, która przyjmuje w nocy.
- Smycz zamiast swobodnego biegania tam, gdzie pod drzewami leży najwięcej owoców.
- Ulubiony przysmak psa, żeby móc wymienić go na znalezisko z ziemi.
- Woreczek, do którego wkładam resztki tego, co pies gryzł. Lekarz łatwiej oceni ryzyko, gdy zobaczy, o co chodzi.
Warto też wiedzieć, z czym masz do czynienia. Żołędzie i młode liście dębu zawierają taniny, czyli garbniki. Drażnią przewód pokarmowy, a przy większych ilościach albo przy powtarzającym się zjadaniu opisywano uszkodzenie wątroby i nerek. Kasztanowiec zwyczajny, ten z parków, zawiera eskulinę, która również jest dla psów toksyczna. Kasztan jadalny to zupełnie inne drzewo, ale pies tego nie odróżni.
Krok po kroku: pies połknął kasztan albo żołądź
- Ustal, co to było. Rozejrzyj się pod drzewem, z którego pochodziło znalezisko. Dąb oznacza żołędzie i taniny, kasztanowiec oznacza eskulinę. Zabierz resztki do woreczka.
- Zapisz godzinę i ilość. Jeden kęs czy kilka owoców, cały kasztan czy rozgryziony kawałek. Te informacje przydadzą się lekarzowi.
- Zadzwoń do weterynarza. Ciężkie zatrucia zdarzają się rzadko, ale każde podejrzenie zjedzenia to powód do kontaktu z lecznicą. Opisz masę psa i to, co połknął, a lekarz zdecyduje, co dalej. Sam nie podaję psu niczego na własną rękę.
- Obserwuj psa przez dwie doby. Objawy mogą pojawić się od godziny do nawet dwóch dni po zjedzeniu. Wypatruj wymiotów, czasem uporczywych, biegunki, ślinotoku, bólu brzucha, braku apetytu i osowiałości.
- Jedź do lecznicy, gdy coś się zmienia. Uporczywe wymioty, napięty brzuch albo pies, który nagle przestaje jeść, to sygnał, żeby nie czekać dłużej w domu.
Czego nie robić: nie przeczekuj połkniętego kasztana
Najczęstszy błąd, jaki widzę, to myślenie, że skoro pies nie wymiotuje od razu, to sprawa jest zamknięta. Przy kasztanach częstszym problemem niż samo zatrucie bywa mechanika. Cały kasztan to twarda, okrągła kulka, która u małego albo średniego psa potrafi utknąć w jelicie. Niedrożność przewodu pokarmowego to sytuacja chirurgiczna, a nie coś do przeczekania na kanapie.
Podobnie jest z żołędziami. Są twarde, słabo się trawią i nie rozpadają się w żołądku tak, jak zwykłe jedzenie. Ostre, nieregularne kawałki mogą podrażniać błonę śluzową albo zablokować jelito.
Nie traktuj też kasztana jak gryzaka. Spotkałem opiekunów, którzy pozwalali psu bawić się nim w ogrodzie, bo przecież tylko go gryzie. Żaden owoc z tej grupy nie jest dla psa bezpieczny, nawet w małej ilości.
Ta sama ostrożność dotyczy orzechów, które leżą w domu na stole. Zwykłe słodkie migdały nie są uznawane za silnie toksyczne, ale cały orzech może spowodować zakrztuszenie lub niedrożność, a duża zawartość tłuszczu zwiększa ryzyko wymiotów, biegunki i zapalenia trzustki. Orzechy makadamia są dla psów toksyczne. Na spacerze i w domu trzymam się więc jednej zasady: nic z ziemi i nic ze stołu.
