Wracasz z psem z jesiennego spaceru, a wieczorem na podłodze w łazience leży szara, napęczniała kulka. To może być opita krwią samica kleszcza, która odpadła od psa. Taka samica może złożyć jaja, a w eksperymencie leśnika jedna z nich, zamknięta w słoiku, dała ponad 2 tys. larw.
Skąd opity kleszcz bierze się na podłodze?
Kleszcz wbija się w skórę psa podczas spaceru, pije krew i odczepia się sam, kiedy jest najedzony. Nie wybiera przy tym miejsca. Jeśli odpadnie godzinę po powrocie, nie wyląduje w trawie, tylko na dywanie, w legowisku albo na kafelkach.
Wielu właścicieli psów chowa myślenie o kleszczach razem z letnimi ubraniami. Tymczasem pies, który jesienią buszuje w zaroślach, w parku czy na łące, nadal przynosi do domu wszystko, co się do niego przyczepi.
Eksperyment ze słoikiem: ponad 2 tys. larw z jednej samicy
Dariusz Dziektarz, leśnik i popularyzator wiedzy o przyrodzie, zamknął szczelnie w słoiku jedną samicę kleszcza napitą krwią. Na początku chciał tylko sprawdzić, czy w jej wnętrzu nie rozwijają się pasożytnicze owady. Niczego takiego nie znalazł, więc postanowił obserwować dalej.
Samica złożyła jaja, a z nich wylęgło się ponad dwa tysiące larw, które pokryły sporą część szklanych ścianek. Najważniejsze jest to, że kleszcz nie potrzebował ściółki, ziemi ani liści. Wystarczyło puste naczynie i wilgotność, dzięki której jaja nie wyschły.
O doświadczeniu pisała „Rzeczpospolita”, stawiając pytanie, które zadaje sobie każdy właściciel psa: czy coś podobnego może się zdarzyć w mieszkaniu, do którego pies przyniósł pasożyta.
Gdzie szukać kleszcza po powrocie ze spaceru
Najedzona samica nie przypomina małego, płaskiego kleszcza z trawy. Jest napęczniała, szarawa i łatwo wziąć ją za okruszek albo nasionko. Na zdjęciu niżej widać, jak opity kleszcz wygląda obok takiego, który jeszcze nie pił krwi.

Sam po przeczytaniu o tym eksperymencie zacząłem zaglądać w miejsca, które wcześniej pomijałem. Po każdym spacerze sprawdzam przede wszystkim:
- Legowisko i koc psa, bo tam pies leży najdłużej i tam kleszcz ma największą szansę odpaść.
- Łazienkę, bo jest wilgotna i często słabo wietrzona, a wilgoć chroni jaja przed wyschnięciem.
- Wilgotne kąty i zakamarki, czyli przestrzeń za pralką, pod wanną i przy listwach, gdzie rzadko dociera mop.
- Przedpokój, bo tam pies otrząsa się po wejściu i tam wycieram mu łapy.
Znalezionego kleszcza nie rozgniatam palcami na podłodze. Zbieram go do zamykanego pojemnika albo na kawałek taśmy klejącej i wyrzucam. Łazienkę regularnie wietrzę, bo sucha łazienka to dużo gorsze warunki dla jaj niż zaparowana.
Czy ochrona psa jesienią ma sens?
Dariusz Dziektarz uczciwie zaznacza, że wylęg kleszczy w domu to scenariusz teoretyczny. Mieszkanie to nie zamknięty słoik, a jaja musiałyby trafić na sprzyjające warunki. Nie ma więc powodu do paniki na widok jednego kleszcza na kafelkach.
Wniosek z eksperymentu jest jednak prosty. Im mniej kleszczy zdąży się najeść na psie, tym mniej opitych samic może wylądować w twoim domu. Dlatego leśnik przypomina o regularnym zabezpieczaniu psów i kotów preparatami przeciwkleszczowymi, także wtedy, gdy za oknem robi się chłodniej. Jaki preparat wybrać, najlepiej ustalić z weterynarzem, który zna twoje zwierzę.
Do tego dochodzi szybki przegląd sierści zaraz po powrocie, jeszcze w przedpokoju. Dokładnie oglądam okolice uszu, szyi, pachwin i przestrzenie między palcami, bo kleszcz znaleziony na psie to kleszcz, który nie spadnie na podłogę w łazience.
